Le parkour hymnem o wolności
Po Yamakasi – współcześni samurajowie Luca Bessona świat dowiedział się o park courze. Na ulicach zauważyć się dało młodych ludzi, którzy zamiast, jak zwyczaj pradziadów nakazuje, obejść budynek pojawiający się na ich drodze zaczęli po nim po prosu przechodzić i dalej kontynuować swą drogę. Co za tym wszystkim stoi i skąd pomysł na taką metodę poruszania się?

Wszystko zaczęto się od ojca Davida Belle’a, który w swej młodości uczestniczył w wojnie w Wietnamie. To tam zrozumiał jak istotną kwestią jest sprawność fizyczna, to ona zadecydowała o tym, że przeżył. Czas wojny by okresem kiedy zaobserwował wietnamskich żołnierzy wykorzystujących w momentach przemieszczania się po polu walki elementy akrobatyki. Przeżycia te wycisnęły silne piętno na jego psychice. To im, jego syn zawdzięcza treningi jakie fundował mu ojca i do jakich później go motywował. David rozwinął techniki ruch park cour, a wkrótce zaadoptował je terenów miejskich. Ideą park couru stało się stopienie z miastem, które dla dzieci globalizacji jest naturalnym środowiskiem oraz trenowanie tężyzny fizycznej i hartu ducha.

Także na polskich ulicach coraz częściej możemy zauważyć młodych ludzi, którzy w zawrotnym tempie przeskakują po kolejnych budynkach i tak mija im droga, słowo kluczowe w pk. To do niej wzięła się sama nazwa sportu, gdyż francuskie „parcours” oznacza właśnie: trasę, drogę, przebieg.
Sport ten można pokochać o czym świadczą zarówno coraz większe rzesze wręcz fanatyków ale i fakt, iż główni bohaterowie Yamakasi po dziś trenują tę technikę inspirując wielu i jakby mówiąc wym zachowaniem..jeśli jak my czujesz wolność biegnij z nam.
