Czar dzielnic robotniczych
W ostatnich czasach na mapach turystycznych atrakcji pojawiają się nowe/starem miejsca, wiele z nich dotąd nie było kojarzonych specjalnie jako atrakcje turystyczne. Pierwsze jakie pewne każdemu przychodzi na myśl to Nowa Huta, zdecydowanie wybija się ona na czoło jako na nowo odkryta atrakcja turystyczna. Ta obecnie dzielnica Krakowa rozpoczęła pewien nurt w rozwoju turystyki jak można nazwać sięganie do miast czy dzielnic robotniczych z nie najdłuższą historią, ale mające w sobie jakiś nie odparty urok minionych czasów. Podobnie próbuje się prezentować takie miasta jak Tychy, Łódź czy dzielnicę Katowic – Nikiszowiec. Właśnie o tej dzielnicy chciał bym napisać kilka słów.
Historia jej sięga początków XX wieku i jest ściśle związana z kopalnią która tam wtedy powstawała. Ta położona na uboczu obecnie dzielnica Katowic powstała podobnie jak Nowa Huta jako osada stricte robotnicze. Wybudowana przez jeden z największych i najlepiej prosperujących koncernów przemysłowych działających na Górnym Śląsku – Towarzystwo Górnicze „Spadkobiercy Jerzego von Giesche” – Bergerksgesellschaft Georg von Giesche’s Erben.
Początek Nikiszowca ściśle związane są z kopalnią „Giesche”, która w latach 1903-1904 rozpoczęła budowę w polu „Reserve” dwóch nowych szybów „Carmer” i „Nickisch” w celu eksploatacji nowych pokładów węgla.
Jej plany obejmowały wybudowanie całego osiedla od A do Z z wszystkimi potrzebnymi do egzystencji miejscami. Pozwolenie na budowę tego osiedla wydano w 1908r z zastrzeżeniem jakie budynki użyteczności publicznej muszą powstać na jego terenie, m.in. budowy katolickiego kościoła, szkół, urządzeń kanalizacyjnych, dróg czy zaopatrzenia w wodę. Właściciel nowo budowanego osiedla, zlecił jego projekt architektom, którzy wybudowali już wcześniej osadę robotniczą na tym terenie – „Giszowiec” . Nowe osiedle przeznaczone było dla około 1200 rodzin i tak jak poprzednie miało być zaopatrzone w pełną infrastrukturę. Zasadnicza część osiedla powstała w latach 1908 – 1912, jednak faktycznie trwała ona dłużej a wpływ na to miał brak funduszy oraz wybuch I Wojny Światowej, wpłynęło to nie tylko na czas budowy ale również odstępstwa od pierwotnych planów.
Tyle historii, w największym skrócie to miejsce podobnie jak inne jemu podobne jest ściśle związane z epoką przemysłową, powoli odchodzące w przeszłość dlatego są one na nowo odkrywane. Ich charakter typowo robotniczy nie kojarzy się dziś z czymś architektonicznie bardzo pozytywnym, chaotyczne blokowiska z lat PRL’u zepsuły pojęcie „architektury robotniczej” jednak jest wiele takich miejsc, które świadczą o ich uroku. Nikiszowiec na pewno należy do jednych z nich. Koncepcja osiedla robotniczego, które miało zaspakajać wszystkie potrzeby jego mieszkańców wydaje się dziwnie znajoma lokatorom punktowców, jednak tamte osiedla tworzyły zwarte społeczności. Być może poza charakterystyczną architekturą takich miejsc, przyciąga do nich poczucie wspólnoty jakie te miejsca wytwarzały, a czego dziś nam być może brakuje. Na pewno warto odwiedzać takie miejsca jak Nikiszowiec, to też jest cząstka naszej historii, można tam również odczuć jak bardzo przenikają się losy narodów zamieszkujących ten kawałek Europy.