Dużo, za dużo reklam w przestrzeni miejskiej

reklamy w przestrzeni miejskiejMieszkańcy miast mają swoje racje, pracownicy agencji reklamowych swoje, urzędnicy swoje. Niektórzy uważają, że jest ich za dużo, część przestała już zwracać na nie uwagę. Mowa o reklamach na billboardach, budynkach, właściwie w każdym możliwym miejscu w przestrzeni miejskiej. Wystarczy prosty test – zdjęcie zrobione w mieście – i widać, że części budynków, zabytków i innych elementów zabudowy nie widać zza kolorowych reklam. Problem bierze się stąd, że w Polsce nie ma jednej ustawy, która regulowałaby tą kwestię. Jest kilkadziesiąt przepisów rozproszonych w różnych aktach. Kompetencje w tej kwestii są także rozproszone, nie ma jednej instytucji odpowiedzialnej za nadzór nad reklamami w przestrzeni miejskiej. Teoretycznie powinien się tym zajmować nadzór budowlany, jednak ma on zbyt wiele innych, ważniejszych obowiązków. Staż miejska powinna się zajmować usuwaniem postawionych nielegalnie przy drogach reklam, w praktyce jednak działa głównie przy zorganizowanych większych akcjach. Najskuteczniejszy o dziwo bywa konserwator zabytków. Ta instytucja najszybciej reaguje na pojawiające się na zabytkach lub z przestrzeniach zabytkowych reklamy.

Nie ma też jednoznacznej odpowiedzi na to czym jest reklama, bo chwilowo według prawa nie jest reklamą służący za reklamę samochód stojący przy ulicy. Nie można tez walczyć z reklamą postawioną poza przestrzenią publiczną, czyli na przykład u kogoś w ogródku. Problem ten będzie tylko narastał dopóki nie zostanie utworzona jedna odpowiedzialna za to instytucja, o odpowiednich kompetencjach i możliwościach egzekwowania prawa.

Dodaj komentarz