Z tymi stronami współpracujemy: ,

Graffiti – bunt, sztuka, ekspresja

Kolorowe napisy, charakterystyczne, zawijane litery, krótkie komiksy, ludzkie i zwierzęce sylwetki, portrety znanych postaci – nie ma chyba miasta w Polsce, którego budynki, ściany czy ogrodzenia nie byłyby pokryte najróżniejszymi rodzajami graffiti. Nie ma też końca tocząca się od lat dyskusja, próbująca udzielić odpowiedzi na pytanie, czy malowanie miejskich ścian jest nowoczesną formą sztuki, czy też przejawem zwykłego wandalizmu. Punktów widzenia jest tyle, ile różnorodnych stylów posiadają coraz to nowi i utalentowani writerzy (osoby, które malują graffiti). Pewne jest tylko to, że kontrowersje wzbudzane przez malunki zapewniają graffiti stałe miejsce w świetle reflektorów.

Początki graffiti sięgają już czasów starożytnych – m.in. Rzymu, na którego ścianach pojawiały się krytyczne i prześmiewcze komentarze celujące w znanych polityków (również cezarów). Graffiti, jakie znamy dzisiaj, narodziło się w latach sześćdziesiątych XX w. w Nowym Jorku w ramach rozwijającej się kultury hip-hopu. Młodzie ludzie pisali na ścianach tzw. tagi – stylizowane napisy, którymi markowali swój teren. W Polsce graffiti stopniowo rozwijało się od czasów okupacji rosyjskiej i nabywało patriotycznego rozmachu w trakcie powstania listopadowego, dwóch wojen i stanu wojennego z lat osiemdziesiątych. Wtedy też graffiti przeżyło swoje odrodzenie. Młodzież zaczęła zbierać się w grupy i tworzyć lokalne organizacje, a wśród nich krążyły fanziny poświęcone malowaniu murów – „Nie daj się złapać”, „Maluj Mury”, „Graffiti”, „Spray”, które w znacznej mierze przyczyniły się spopularyzowania tej formy ekspresji. Kolejny renesans miał miejsce w połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy writerzy zaczęli przesiadać się z gotowych szablonów na farby w aerozolu. Miasta zdobiły się ręcznie wykonywanymi rysunkami, których kunszt dalece przerastał pojedyncze graficzne napisy. Organizowano festiwale, otwierano nowe fanziny, pisano o graffiti w znanych magazynach młodzieżowych – wszystko pod ciągłym, wiszącym nad głową haśle „sztuka czy wandalizm?”.

Charakter graffiti jest w dużej mierze nielegalny, ale nierzadkich dzieł malowanych na ścianach wciąż i wciąż przybywa. Co sprawia, że młodych ludzi tak pociąga ta niezwykła forma ekspresji? Czy jest ona tylko wyrazem buntu przeciwko szarości i nijakości miejskich krajobrazów? Wielu writerów podkreśla, że malowanie graffiti dostarcza im niezapomnianych emocji, których na próżno szukać podczas rysowania na zwykłej kartce papieru. Niepewność i brawura, nierozerwalnie związane z akcjami uzewnętrznienia swoich wizji na ścianach, to dla nich pasja, która pozwala im na wprowadzenie w swoje życia barw i wrażeń. Są też tacy, którym zależy na przekazaniu jakiejś treści – społecznej, politycznej, emocjonalnej – i pragną tylko tego, by przechodzień przystanął na moment i zastanowił się nad przedmiotem malunku. Nie sposób też ukryć, że nowoczesne dzieła writerów znaczącą wykraczają poza szczelne ramy wulgarnych napisów, osobistych sygnatur czy prostych symboli. Spod ręki najbardziej utalentowanych grafficiarzy wychodzą nieraz istne arcydzieła, które z przykrością byłoby żegnać. Coraz częściej zdarza się też, że graffiti powstają na zlecenia firm, dla których rysunek na budynku jest świetną formą reklamy zewnętrznej.

Graffiti wciąż ewoluuje. Powstają nowe nurty, tworzą się nowe style, w miastach pojawiają się coraz ciekawsze rysunki, a przy tym, dzięki internetowi, ciągle rozwija się społeczność grafficiarzy. Sztuka ulicznego rysunku powoli zaczyna przenikać do komercyjnego świata, o czym świadczy jej coraz częstsza obecność w dużych kampaniach reklamowych. Pogląd, według którego grafficiarze to wandale i bandyci, powoli traci na znaczeniu. Czy graffiti stanie się jednak powszechnie uznawaną sztuką artystyczną – przyjdzie się okazać. Póki co warto zatrzymać się na moment i zastanowić, czy odrobina koloru na ścianie to tylko pozbawiony sensu bazgroł, czy też wizja, która próbuje nam coś przekazać.

Comments are closed.