Z tymi stronami współpracujemy: ,

Graffiti nie takie złe

Większość ludzi słysząc słowo „graffiti”, od razu kojarzy je z nielegalną formą twórczej ekspresji, nie zawsze w przyjemnej dla oka formie, gdzieś na osiedlowych blokach albo ścianach wiaduktów kolejowych. Są jednak jednostki, które łamią ów stereotyp i robią to w sposób niezwykły, niezaprzeczalnie wspaniały. Takich ludzi możemy śmiało nazwać artystami, ponieważ są najlepsi w swojej dziedzinie. Mam tu na myśli takie nazwiska jak Edgar Mueller, Julian Beever, czy Kurt Wenner. Wszyscy oni zajmują się specjalnym typem sztuki ulicznej – malowaniem trójwymiarowych graffiti. Co więcej – robią to w biały dzień i przyciągają swoimi dziełami całą masę przechodniów. Cała idea tych malowideł zasadza się na tym, aby powstałym na chodniku dwuwymiarowym obrazem wywołać u widzów złudzenie oglądanie obrazu w pełnym trójwymiarze. Aby efekt był realistyczny, trzeba oglądać graffiti pod pewnym kątem, z określonego punktu widzenia. Należy dodać, że nierzadko zajmują one nawet kilkadziesiąt metrów kwadratowych, tak jak słynny The Riverstreet River Edgara Muellera, który rozciąga się na powierzchni ok. 330 metrów kwadratowych.

Manfred Stader - Johnnie Walker (źródło: weburbanist.com)

Manfred Stader - Johnnie Walker (źródło: weburbanist.com)

Comments are closed.