Szyldy i reklamy brużdżą królewskiemu miastu

Przez Kraków przewinęło się ostatnio tyle ważnych postaci świata polityki i sztuki, że warto by zastanowić się nad prezencją ulic miasta królewskiego (i papieskiego, a jakże). Problem z zalewem reklam w miejscach publicznych jest w Polsce powszechny. Już pisaliśmy o tym na blogu. Zabytkowe miasta powinny zadbać nie tylko o ograniczenie ilości reklam rzucających się w oczy turystom i mieszkańcom, ale przede wszystkim, ale także o ich poziom estetyczny.

Pstrokate szyldy i reklamy jak dzikie wino porastają krakowskie elewacje, z których wiele pilnie wymaga remontu. Plastyk miejski w dwa lata obszedł ulicę Floriańską, zachęcając właścicieli lokali do wymiany szyldów, co zaowocowało kilkoma pomniejszymi zmianami. Prężni obywatele podjęli nawet akcję społeczną liczenia szyldów i wskazywania tych najbrzydszych, a do starań przyłączyła się Gazeta Wyborcza. Tymczasem, ponieważ legalizacja szyldu trwa bardzo długo, większość jest wywieszana „na dziko”. Bez konsekwencji. Rada miejska planuje uchwalić ustawę przyznającą kredyty na odnowę elewacji tylko tym, którzy zadbają o legalne szyldy, ale trudno nie zauważyć, że większość elewacji w newralgicznym obszarze Śródmieścia już nie potrzebują remontu.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że krakowskim władzom miejskim po prostu brakuje zdecydowania z przyczyn, których nie pojmujemy. Rajcy Bydgoszczy zabronili wywieszania szyldów z reklamami i niezgodnych z założeniami estetycznymi opracowanymi przez miejskich plastyków. Chęci, chęci potrzeba!

Dodaj komentarz