Dzięki współfinansowanemu przez Unię Europejską wyjazdowi, przedstawiciele organizacji “Miasta dla rowerów” mieli okazję na własne oczy zobaczyć, jak to się dzieje, że w Niemczech i Holandii nawet w wielkich miastach infrastruktura rowerowa funkcjonuje bez zarzutu.
Z opublikowanego na łamach Krytyki Politycznej raportu łatwo wysnuć kilka przydatnych wniosków. 
Po pierwsze, wyżej wymienione kraje stosują politykę spowalniania ruchu w miastach przez przewężenia, przepisy i dodatkowe spowalniacze.
Po drugie, rowerzystom są przyznane specjalne ulice, gdzie samochodom nie wolno ich wyprzedzać.
Po trzecie, Berlin jest podzielony na sektory, między którymi nie można się przemieścić, natomiast na dwuśladzie – jak najbardziej. Aby uniknąć niepraktycznych objazdów, obywatela już wolą przesiąść się na bardziej ekologiczny środek komunikacji.
Po czwarte, progi, spowalniacze i inne “detale” są zaprojektowane z myślą o wygodzie pieszych i rowerzystów.
Widać można odnieść sukces w promocji rowerów, potrzeba tylko konsekwencji, która w polskich warunkach zostałaby zapewne nazwana zamachem na wolność osobistą.
Zważmy, że dla wielu miast redukcja liczby samochodów to kwestia życia i śmierci. Holenderskie miasta i ich wąskie, malownicze uliczki z nie zawsze idealnie stabilnymi zabytkowymi budynkami po prostu nie wytrzymałyby dużej ilości samochodów na ulicach.
Skoro możemy czerpać z doświadczeń naszych zachodnich sąsiadów, pozostaje wziąć się do dzieła, aby nasze ścieżki nie wyglądały jak na załączonym obrazku.